My Father Le Bijou 1922 Torpedo
El Rey de los Habanos – tak nazywa się zarejestrowana na Florydzie firma Don Jose Pepina Garcii. Nazwa ta oraz historia emigracji Don Pepina z Kuby skojarzyła mi się z homerowską Odyseją. Tam ustna tradycja epicka, tu tradycja rodziny przekazywana z pokolenia na pokolenie. Przystępując do degustacji, zamierzałem napisać pieśń o Kubańczyku wygnańcu. Królu hawan z dala od Hawany, który cały jest Kubą, jednak nie na Kubie – nie wie, czy wróci, ale ma ją w sercu i być może zadaje sobie pytanie, czy ona wciąż jest celem jego drogi… Miała to być pieśń o prostym człowieku, który nie myślał poruszać strun wielkiej historii – zawierucha dziejów zastała go, gdy był dzieckiem i chcąc nie chcąc stał się wygnańcem we własnym kraju. Jeszcze nie wyruszył w morze szukając pomyślnej przystani na Florydzie i w Nikaragui, a już nęcił go syreni śpiew Rewolucji. Trzymając się mocnego masztu rodziny i pasji przebył swoją drogę – swoją odyseję – nie po to, by wrócić do ojczyzny, odzyskać utraconą koronę i zabić stu ośmiu zalotników błąkających się po jego ziemi, lecz po to, by zostać nowym królem przemysłu cygarowego, na nowej ziemi, tworząc nową historię, której trzonem jest tradycja rodzina, a bogactwem – klejnot pasji i wiedzy przekazywany z pokolenia na pokolenie… Miał w tej pieśni być kontrast pomiędzy radosną duszą Kubańczyka i dramatycznym nastrojem wygnania i wiele innych rzeczy… ale wyszło inaczej. Samo cygaro w inną stronę pokierowało moje myśli i odczucia.
Było tak…
Cygaro zaczyna się sucho, ale ta suchość robi się ciekawa, gdy pojawia się w niej smak rodzynek. Suchość jest jak niewyraźna akwarela ukazująca melancholijny krajobraz, pozbawiony emocji i dynamiki, a jednak przyciągający wzrok jakąś dziwnie swojską nostalgią. Zastanawiam się co wypić. Myślę o winie – dobrym primitivo. Ale nie, wino mogłoby zdominować cygaro. Rum. Jak już swojska nostalgia na obrazku wymalowanym przez cygarowy dym, to niech będzie i swojski rum. Ron Zacapa, w którym najmłodszy składnik ma dwadzieścia trzy lata.


